Dawno, dawno temu w dalekim  bajecznym wiecie. Gdzie nawet mae
dziecko  wiedziao co  to gnom,  a orki  i wilkoaki  mona byo
spotka  w  kadym  lesie.  W  swiecie  niespokojnym i wolnym od
dobrych ludzi.  yje nasz bohater modzieniec  o imieniu Chency.
By  on  jednym  z  tych  szczliwcw  ktrych  przygarn dwr
krlewski i  jak to zwykle bywa  by jednym z tych  ktrych dwr
krlewski  sprawiedliwie wyzyskiwa.  Wanie trwaa  biesiada i
lord ktrego  nazwisko jest cikie do  wymwienia (a co dopiero
do napisania) opowiada pikantny dowcip o pewnej ksinej, ktra
miaa tak wielki popd do... ale nie w tym rzecz. Bo oto na sal
wchodzi nasz Czesiu, hrabia  przerywa swoj opowie i wszystkie
oczy  spoczey  na  naszym  bohaterze,  a  raczej na misie ktr
obarczy go kucharz  krlewski. A byo na co  popatrze byy tam
baanty,  kuropatwy, udziec  barani a  wszystko to przyozdobione
tropikalnymi owocami. Pycha. Trzymajcy w zbach garniec z sosem
chopiec,  zatrzyma si  w poowie  drogi do  stou i niepewnie
zacz  przebiera  nogami.  Lord  (ktrego  nazwisko ciko si
pisze) ypn nieprzyjaznym wzrokiem  na intruza, ktry odwrci
uwag goci  od jego niewtpliwie  dowcipnej opowieci w  ktrej
ksiniczka  robia  to  wanie  z  osem  ktry mia du.....e
niewane.

- I  czeg tak  stoisz palancie  podawaj do  stou !!! - rykn
lord (ten z tym trudnym do  napisania a co dopiero do wymwienia
nazwiskiem).

- Dha  laashg Schi  - odpowiedzia  Czesiu. Trzymajc dzielnie
garniec z sosem w zbach.

Modzieniec postawi  na stole pmisek i  garniec peen sosu. I
ju mia  odej gdy nagle ryczcy  ze miechu Krl (Lord  ten z
tym nazwiskiem kontynuowa swj  dowcip i wanie opowiada jak
to osio ujrzawszy on....no ale  to nie jest sednem tej sprawy)
zaksztusi  si kawakiem  baanta. Czesiu  jako wierny  poddany
rzuci   si    swojemu   krlowi   (ktry    go   sprawiedliwie
wykorzystywa)  na pomoc.  I j  uderza krla  z caej  siy w
plecy.  Powsta ogromny  rozgardiasz,  lord  (ten z  tym trudnym
nazwiskiem, a swoj drog z takim nazwiskiem musia mie cikie
dziecistwo)  podejrzewajc  spisek  wezwa  strae.  Lecz zanim
strae  zdyy zareagowa  Krl wyksztusi  z siebie  tkwicy w
jego  gardle   nawp  przeuty  wymieszany   ze  lin  kawaek
kuropatwy prosto w twarz Lordowi (temu no wiecie). Rozwcieczony
lord (t. z. n. t. do n. a c. d. d. w.) wrzasn

- Strae aresztowa tego chystka  pod zarzutem prby zamachu na
osobe naszego czcigodnego pana i wadcy.

- Ale to nonsens ten modzieniec uratowa mi ycie - zaprzeczy
krl (ktry sprawiedliwie wykorzystywa poddanych).

- Kim jeste chopcze ? - spyta i spojrza yczliwie na Czesia.

- Czesiu.  Mammm  nna  i..mi   Czesiu  wasza  wysoko.  Jestem
kuchcikiem  wiernie  sucym  waszej  wysokoci  - odpowiedzia
Czesiu i zwrodzon skromnoci opuci wzrok na krlewskie buty.

- Hmm kuchcik powiadasz - zamrucza krl.

A w  mylach :  Jeeli rozniesie  si po  krlestwie e  MY krl
zawdziczamy  ycie   kuchcie,  to  bdzie   z  tego  nie   lada
pomiewisko. Co trzeba zaradzi. Wiem  pasuje go na rycerza dam
ziemi i bdzie dobrze.

A gono -  Poznaj moj wdziczno Czesiu.  Od dzisiaj bdziemy
Ci   tytuowa  Sir   Czesawie.  I   otrzymasz  pod   wadanie
ziemi.....

I tu  nastaa  chwila  ciszy  krl  zawiesi  gos i myla jaki
skrawek ziemi darowa swojemu wybawcy  tak by na tym zbytnio nie
straci.  Z pomoc  nadszed krlowi  Lord (ten  ktrego go krl
raczy oplu), szepn par sw do ucha.

Krlewskie oblicze rozjani  umiech zadowolenia, lord podsun
korzystne rozwizanie.

- Sir  Czesawie.  Jako  e   jest  mnym  rycerzem.  My  krl
powieamy  Ci  powane  zadanie  i  liczymy  e  spenisz  je  z
godnoci  -  tu  krl  spojrza  znaczco  na  Czesia.  Ten zas
niepodejrzewajc niczego skwapliwie przytakn  - Tak Sir. Wasza
Wysoko -  Przyznajemy Ci jako  doywotne (to znaczy  na jakie
dwa  dni, przy  odrobinie szczcia  oczywicie) wocia  ziemie
Schinto.

Obecni  na  sali  rycerze  zamarli,  a  damy  odday  si w stan
bogiego omdlenia.

Czesiu  sysza  o  ziemiach  Schinto  i  jego  gardo stao si
momentalnie  najbardziej such  pustyni  na  ziemi (a  o innych
skutkach  fizjologicznych  ktre  wywouje  miertelny  strach z
przyzwoitoci nie wspomn). Ziemi  t waday smoki, mantikory,
gryfy  i  amfisebeny,  wampiry,  wilkoaki  i strzygi, kikimory,
chimery i latawce. Niebrakowao tam troli, gnomw i innych istot
ktrych zapewne nie znalaz by w atlasie zwierzt i dziwolgw.
Poprostu kaplica, mogia yleta na gradle, kosa i gleba, smrd i
strach. Ziemia na ktrej nawet diabe mwi dobranoc szeptem.

Koa  karety stukay  wesoo o  wybrukowan kocimi  bami drog,
Czesiu  niezwyczajny jedzie  w takich  wygodach podskakiwa  na
kadej dziurze pod sam sufit.

- Nie moe  by a tak  le - pomyla  - poowa z  tych bajek o
potworach  napewno jest  zmylona. No  bo trolle  wporzdku, ale
amfisebena przecie  to jest trudno  nawet wymwi, a  po za tym
krl  przydzieli  mu  gwardi  przyboczn  i  osadnikw, ktrzy
syszc  o  jego  bohaterstwie  zgosili  si  na ochotnika - Za
karoc w  otoczeniu stray szli  skuci acuchami chopi  ktrzy
zalegali z podatkami i dostali sprawiedliw szans. Schinto albo
mier, z setki skazanych 92 wybrao mier.

Droga skrcia w  lewo i oczom jadcych ukazaa  si maa osada.
Wygldaa bardzo zachecajco, mae przytulne domki otaczay mae
kolorowe ogrdki,  pene kwiatw i rnych  warzyw. Ogrdki byy
zadbane  tak jak  gdyby jeszcze  przed chwil  dotykaa je  rka
ogrodnika.  Karoca zatrzymaa  si  w  rodku osady,  Czesiu jak
przystao na  szlachcica czeka a  kto otworzy przednim  drzwi
karocy.  Mijay chwile  ale nikt  nie kwapi  si by  mu suzy,
wzamian tego kto zastuka w dach karocy i krzykn

- Wysiada tam !!! - cocie pomarli panie.

- Nie. Przysnoem jeno !! - odkrzykn Czesiu

Wysiadajc  usysza  odgos  spadajcych  z  wozu  bagay. Z za
karocy wyjecha na gniadym rumaku dowdca stray.

- O to twoje wocia panie - powiedzia i rykno miechem.

Chopcu nie podoba si ten miech, by dziki wrcz chisteryczny
i napewno nie wry nic  dobrego. Dopiero teraz Czesiu zobaczy
skutych  acuchami  chopw   i  zrozumia  swoje  beznadziejne
pooenie. Kareta zawrcia a jego eskorta czekaa niecierpliwie
na rozkaz  do odjazdu aden  z nich nie  chcia zostawa w  tych
stronach duej ni to byo konieczne.

- Panie -  odezwa si ponownie dowdca  stray. Czesiu spojrza
na niego szukajc litoci. Lecz spotka tylko pogard - Oto twoi
poddani  z  ich  pomoc  masz   zagospodarowa  to  ziemi  i  z
wypracowanych zyskw  zapaci podatek, Jego  Wysoko Krl byli
tak  askawi i  podarowali Ci  ten oto  miecz -  po tych sowach
rzuci  pod  nogi  Czesia  owinity  w  szmaty  miecz i odjecha
miejc si wci dziko.

Chopiec   sta  przez   chwile  bezradnie   patrzc  na  swoich
podwadnych.  I nagle  zorientowa si  e oni  zbliaj si  do
niego  w bynajmniej  mao przyjaznych  zamiarach. W rozpaczliwym
popiechu  odwin  lecy  przed  nim  miecz.  Miecz  czujc na
rkojeci  do  swojego   nowego  waciciela  rozbys  jasnym
blaskiem. Skazacy  staneli jak wryci i  wydali z siebie odgosy
strachu wymieszanego ze zdziwieniem.

- Na Odyna !?
- Na Thora ?!
- Na Przykad !?

P.S.
    Jeeli  spodoba si  wam ten  bohater i  interesuj was
    jego dalsze  przygody w ziemi  Shinto to dajcie  zna do
    redakcji BN lub bezporednio do mnie.